Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Nawigacja
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 1
Najnowszy użytkownik: admin
Reklama
Bundesliga: Borussia Dortmund pokonała 1. FSV Mainz 05. Tragedia na stadionie

Borussia Dortmund utrzymała dystans pięciu oczek straty do Bayernu Monachium. Pokonała 1. FSV Mainz 05 2:0. W czasie spotkania miało miejsce przykre zdarzenie. Zmarł kibic, który dostał zawału serca. Drużyna Thomasa Tuchela w tym sezonie zdobyła do tej pory 61 punktów. Nowy trener BVB może pochwalić się nieprawdopodobną statystyką, choć jest w Dortmundzie mniej niż rok i wciąż gra na trzech frontach.

Właśnie angielskie tygodnie są największym wrogiem Borussii. Z tego powodu w niedzielny wieczór Tuchel zostawił na ławce rezerwowych Łukasza Piszczka. Polak wszedł dopiero po przerwie za Erika Durma, który został kopnięty kolanem w kość ogonową. Druga siła Bundesligi prezentuje się dobrze mimo sporego zmęczenia. Objęcie prowadzenia zajęło jej dwa kwadranse. Doskonałym podaniem popisał się Gonzalo Castro, a do siatki trafił Marco Reus. Skrzydłowy ewidentnie wraca do formy. Tuchel obiecywał, że na mistrzostwa Europy jego największa gwiazda będzie już gotowa. Klub przedsięwziął nawet specjalne środki. Piłkarzem opiekuje się lekarz, którego specjalizacją są urazy narządów ruchu.

Reus miał jeszcze dwie sytuacje, ale w obu brakowało skuteczności. Podobnie rzecz miała się w przypadku Pierre-Emericka Aubameyanga. Gabończyk próbował z pola karnego, strzelał też zza szesnastki. Mimo to lepszy był Loris Karius.

Wynik podwyższył dopiero Shinji Kagawa. Aubameyang zachował się w tej sytuacji jak prawdziwy profesor. Stanął sam na sam z Kariusem, a następnie dograł Kagawie.

Zwycięstwo gospodarzy sprawia, że różnica między Borussią a Bayernem Monachium nadal wynosi pięć punktów. Mimo wygranej, Signal Iduna Park pozostał stadionem smutnym. W czasie meczu dwóch kibiców BVB miało zawał serca. Niestety, jednej z osób nie udało się uratować.

Borussia Dortmund - 1.FSV Mainz 2:0 (1:0)
1:0 - Marco Reus 30'
2:0 - Shinji Kagawa 73'

Składy:

Borussia Dortmund: Roman Buerki - Erik Durm (46' Łukasz Piszczek), Sokratis Papastathopoulos, Mats Hummels, Marcel Schmelzer - Nuri Sahin (64' Julian Weigl) - Shinji Kagawa, Gonzalo Castro - Henrich Mchitarjan (85' Adrian Ramos), Marco Reus - Pierre-Emerick Aubameyang

1. FSV Mainz 05: Loris Karius - Daniel Brosinski, Leon Balogun, Stefan Bell, Gaetan Bussmann - Julian Baumgarlinger, Fabian Frei (62' Danny Latza) - Christian Clemens (62' Karimi Onisiwo), Yunus Malli, Jairo Samperio (76' Suat Serdar) - Jhon Cordoba

Sędziował: Deniz Aytekin (Obersbach)

Widzów: 81 359
Puchar Anglii: Man Utd uciekł spod topora

W pierwszych 20. minutach dwie okazje stworzyli sobie gracze West Ham United. Aaron Cresswell dośrodkował futbolówkę na jedenasty metr, gdzie krycie zgubił Andy Carroll i oddał bardzo silny strzał głową, który ostatecznie poszybował nad poprzeczką. Chwilę później ponownie z lewego skrzydła dośrodkował Cresswell, a Emmanuel Emenike urwał się Daley'owi Blindowi i z sześciu metrów oddał celne uderzenie głową, lecz za słabe, żeby pokonać Davida de Geę. ayet teatralnie upadł w polu karnym Man Utd domagając się podyktowania rzutu karnego. Sędzia słusznie nie wskazał na "wapno", ale powinien być konsekwentny i pokazać żółtą kartkę Francuzowi. Oznaczałoby to wykluczenie Payeta, ponieważ ten miał już na koncie napomnienie.

180 sekund później Payet otworzył wynik meczu. Oddał fantastyczny strzał z rzutu wolnego z 25 metrów. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki Czerwonych Diabłów.

Gospodarze grali tego dnia bardzo słabo, ale mimo to siedem minut przed końcem doprowadzili do wyrównania. Jesse Lingard dośrodkował na dalszy słupek, gdzie Anthony Martial tylko dołożył nogę. Wydaje się jednak, że sędzia mógł odgwizdać faul Bastiana Schweinsteigera, który wpadł w bramkarza WHU.

Ostatecznie wynik spotkania nie został rozstrzygnięty i niezbędna będzie powtórka meczu. Zostanie rozegrana na Upton Park.

Manchester United - West Ham United 1:1 (0:0)
0:1 - Dimitri Payet 68'
1:1 - Anthony Martial 83'

Składy:

Man Utd: David de Gea - Guillermo Varela (87' Matteo Darmian), Chris Smalling, Daley Blind, Marcos Rojo, Michael Carrick, Marouane Fellaini (76' Bastian Schweinsteiger), Jesse Lingard, Ander Herrera, Anthony Martial, Marcus Rashford (76' Memphis Depay).

WHU: Darren Randolph - Michail Antonio, Winston Reid (61' Pedro Obiang), Angelo Ogbonna, Aaron Cresswell, Mark Noble, Cheikhou Kouyate, Emmanuel Emenike (64' Diafra Sakho), Manuel Lanzini, Dimitri Payet, Andy Carroll (82' Enner Valencia).

Żółte kartki: Marouane Fellaini, Michael Carrick (Man Utd) oraz Winston Reid, Dimitri Payet, Cheikhou Kouyate, Michail Antonio (WHU).

Sędzia: Martin Atkinson.
Remis w Lubinie. Zagłębie odpowiedziało Pogoni efektownym golem

Pierwsza połowa w Lubinie była kontynuacją imprezy, jaka rozpoczęła się tydzień temu, gdy Pogoń Szczecin grała z Ruchem Chorzów. Ponownie luki między formacjami były duże, a piłkarze poruszali się żwawo po boisku. Lepiej bawili się Portowcy, którzy szybko zdobyli gola i utrzymali wynik 0:1 do przerwy.

Drogę do bramki KGHM Zagłębia Lubin znalazł Rafał Murawski w 7. minucie. Kapitan Pogoni wbiegł w pole karne, po czym rzucił się szczupakiem na wrzutkę Władimira Dwaliszwiliego. Precyzyjny strzał wpadł w narożnik królestwa Martina Polacka. Murawski i spółka mogli cieszyć się z prowadzenia pod sektorem, na którym kibicowało 800 fanów. Miedziowi mogli mówić o piłkarskim kacu. Po zmianie wyniku rzucili się na Pogoń i konsekwentnie atakowali. Oddali łącznie 15 strzałów na jej bramkę, a najbliżej wyrównania byli Arkadiusz Woźniak i Aleksandar Todorovski. Zgodnie z przewidywaniami Zagłębie stwarzało przewagę na skrzydłach, których nie zabezpieczali odpowiednio Adamowie Frączczak oraz Gyurcso.

Doskonale spisywał się natomiast Dawid Kudła. Bramkarz Pogoni wrócił między słupki po wielu tygodniach oczekiwania. Dostał szansę wskutek czerwonej kartki dla Jakuba Słowika i zdawał sobie sprawę, że walczy o dłuższe pozostanie w jedenastce. Przed przerwą musiał bronić ponad dwa razy częściej niż Polacek.

Wyrównanie stało się faktem w 55. minucie. Bramka dla lubinian wisiała w powietrzu od dłuższego czasu, a kiedy spadła, to w najpiękniejszy możliwy sposób. Łukasz Piątek huknął z dystansu w samo okienko. Na dodatek nadał piłce ciekawą rotację i praktycznie uniemożliwił interwencję Kudle.

W ten sposób Zagłębie jest pierwszą drużyną, która urwała Pogoni punkty, choć przegrywała do przerwy. Liczyła na więcej, ale można było odnieść wrażenie, że podopieczni Piotra Stokowca zmęczyli się swoją huraganową ofensywą. W 83. minucie Woźniak główkował po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i dopiero obrona Kudły uratowała Pogoń.

Już w doliczonym czasie piłka wylądowała w bramce szczecinian i miejscowi kibice zaczęli fetowanie. Paweł Raczkowski gwizdnął jednak faul i nie uznał gola, który dałby Zagłębiu zwycięstwo rzutem na taśmę.

Portowcy zremisowali więc 1:1 trzeci w sezonie mecz bez Jarosława Fojuta w składzie. Obie drużyny pozostają na miejscu w górnej ósemce Ekstraklasy. Zagłębie jest niepokonane od czterech spotkań. Pogoń nie wygrała żadnego z ostatnich pięciu.

KGHM Zagłębie Lubin - Pogoń Szczecin 1:1 (0:1)
0:1 - Rafał Murawski 7'
1:1 - Łukasz Piątek 55'

Składy:

Zagłębie: Martin Polacek - Dorde Cotra, Maciej Dąbrowski, Lubomir Guldan, Aleksandar Todorovski - Jarosław Kubicki (46' Jakub Tosik), Łukasz Piątek - Łukasz Janoszka, Filip Starzyński (89' Adrian Rakowski), Arkadiusz Woźniak - Krzysztof Piątek (74' Michal Papadopulos).

Pogoń: Dawid Kudła - Sebastian Rudol, Jakub Czerwiński, Sebastian Murawski, Ricardo Nunes - Mateusz Matras, Rafał Murawski - Adam Frączczak, Takafumi Akahoshi, Adam Gyurcso (63' Łukasz Zwoliński) - Władimir Dwaliszwili (79' Miłosz Przybecki).

Żółte kartki: K. Piątek, Tosik (Zagłębie) oraz Akahoshi (Pogoń).

Sędzia: Paweł Raczkowski.
El. ME 2016: Waleczne Polki zdobyły Węgry! Awans coraz bliżej

Biało-Czerwone, po porażce z Węgierkami 24:27 w środowym pojedynku w Koszalinie, w niedzielę bardzo chciały zrewanżować się swoim rywalkom w Erd i zrobić kolejny krok w kierunku awansu na ME 2016.

Sam początek spotkania był wyrównany, a po bramce autorstwa dobrze dysponowanej Moniki Kobylińskiej w 10. minucie na tablicy świetlnej widniał remis 6:6. Z czasem zaczęły przyspieszać gospodynie, które błyskawicznie odskoczyły Polkom na cztery trafienia (10:6 w 13. minucie). Dopiero przerwa na żądanie trenera Kima Rasmussena wniosła więcej spokoju w poczynania polskich szczypiornistek, które po pierwszym kwadransie odrobiły większość strat (11:10). Jednak nic sobie z tego nie zrobiły podopieczne Eleka Gabora, wypracowując w 22. minucie trzy gole przewagi (15:12) po zagraniu Aniko Kovacsics.

Kiedy wydawało się, że kadra Węgier kontroluje boiskowe wydarzenia, gdyż na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy wygrywała 16:13, przyjezdne zerwały się do frontalnych ataków. Najpierw do wyrównania doprowadziła Kinga Achruk, zaś po chwili, tuż przed finiszem inauguracyjnej odsłony, bramkę w kontrze zdobyła Katarzyna Kołodziejska i Polska zeszła do szatni prowadząc 17:16!

Przez pewien czas po zmianie stron trwała wymiana ciosów (18:18), lecz między 38. a 42. minutą miejscowe zawodniczki wykorzystały błędy Biało-Czerwonych, dzięki czemu wygrywały 22:18. Taki obrót spraw nie podłamał walecznych Polek, które po skutecznym rzucie Karoliny Siódmiak w 53. minucie odrobiły straty z nawiązką (23:24). Sześćdziesiąt sekund później rzut Aleksandra Zych dobiła Kołodziejska i zrobiło się 25:23 dla reprezentantek Polski, co zapowiadało emocjonującą końcówkę konfrontacji.
Ostatecznie Patrycja Kulwińska i spółka już nie dały się dogonić, pokonując Węgierki 26:25.

Węgry - Polska 25:26 (16:17)

Węgry: Biro, Kiss - Szollosi-Zacsik 4, Schatzl, Triscsuk 7, Szucsanszki 6, Kovacsics 1, Kisfaludy 1, Klivinyi, Pappne Szamoransky, Szekeres, Kovacs 2, Orban 2, Hornyak, Erdosi 2, Lukacs.
Karne: 7/8.
Kary: 6 min.

Polska: Gawlik, Wysokińska - Kobylińska 7, Stachowska, Siódmiak 2, Gęga 2, Kocela 2, Zalewska 1, Pielesz, Zych 1, Drabik, Kołodziejska 3, Stasiak 3, Jochymek, Kulwińska 2, Achruk 3.
Karne: 2/3.
Kary: 6 min.
Sensacja w Płocku! Orlen Wisła Płock pokonała Vive Tauron Kielce

W ostatniej kolejce fazy zasadniczej szczypiorniści Orlen Wisły Płock pokonali mistrzów Polski, Vive Tauron Kielce 31:27 (16:16). O wygranej Nafciarzy zdecydowała fantastyczna druga połowa. Mimo wielu osłabień kadrowych spotkanie od początku było niezwykle wyrównane. Z powodu urazów na parkiet Orlen Areny nie wybiegli Karol Bielecki, Denis Buntić , Ivan Cupić a także Nafciarze - Bartosz Konitz, Marco Oneto i Mateusz Piechowski.

Pojedynek udanym rzutem rozpoczął Dan-Emil Racotea, ale na kolejne trafienie kibice obu drużyn musieli poczekać aż do 5. minuty. Wtedy też do bramki Rodrigo Corralesa trafił Uros Zorman. Wcześniej zawodnicy obu ekip mylili się na potęgę, grali niezwykle chaotycznie i popełniali proste błędy.

Początek meczu toczył się systemem bramka za bramkę, ale szybciej przewagę zbudowali goście. Po jedenastu minutach gry trafieniach Zormana, Michała Jureckiego i Mateusza Jachlewskiego prowadzili już 7:3. Żółto-biało-niebiescy swoje powodzenie zawdzięczali głównie agresywnej obronie, z którą Nafciarze nie potrafili sobie poradzić. Pomogło im w tym dopiero wejście na boisko Marko Tarabochii. Rozgrywający nadał ofensywie gospodarzy przede wszystkim szybkości i sprawił, że udało im się doprowadzić do remisu po 11. Bardzo dobra gra płocczan sprawiła, że już do końca pierwszej połowy wynik oscylował wokół remisu. Atakiem kielczan z kolei dowodzili Mariusz Jurkiewicz i Krzysztof Lijewski.

Drugą połowę zdecydowanie lepiej rozpoczęli płocczanie, którzy dzięki błyskawicznym kontrom i szybkim atakom natychmiastowo wyszli na trzybramkowe prowadzenie. W szeregach gospodarzy błyszczeli Dan-Emil Racotea i Jose de Toledo. Kielczanie fakt, że Wiślacy nie zbudowali jeszcze wyższej przewagi zawdzięczali tylko Michałowi Jureckiemu, który dwa razy z rzędu pokonał Marcina Wicharego.

Goście próbowali gonić wynik, ale dłuższymi momentami nie potrafili przeciwstawić się rozpędzonym Nafciarzom. Ci bez większych problemów utrzymywali wypracowaną wcześniej przewagę. Kielczanie próbowali grać niezwykle twardo w obronie, ale przyniosło im to więcej szkody niż pożytku - w 43. minucie musieli radzić sobie w podwójnym osłabieniu, sędziowie na ławkę kar odesłali bowiem Mateusza Kusa i Mateusza Jachlewskiego.

Bardzo dobrze spisywali się za to bramkarze obu ekip, kilkukrotnie broniąc w sposób wręcz zaprzeczający prawom fizyki. Między słupkami gospodarzy świetnie pokazywał się Wichary, którego występ przed spotkaniem stał pod dużym znakiem zapytania.

W 53. minucie przy stanie 27:25 o czas dla swojej ekipy poprosił Tałant Dujszebajew. Jego uwagi przyniosły spodziewany skutek, bo fantastyczny rzut zaprezentował Michał Jurecki. Natychmiastowo odpowiedział mu Tiago Rocha i Nafciarze błyskawicznie odbudowali prowadzenie. W kolejnych minutach znów zdecydowanie lepiej grali płocczanie. Mistrzowie Polski mieli wielkie problemy ze skutecznością, a gospodarze wykorzystywali każdy ich błąd. Ostatecznie płocczanie po fenomenalnym spotkaniu pokonali żółto-biało-niebieskich 31:27.

Orlen Wisła Płock - Vive Tauron Kielce 31:27 (16:16)

Orlen Wisła: Corrales, Wichary - Kwiatkowski, Daszek, Racotea 7, Wiśniewski 2, Pusica 3, Ghionea 2, Rocha 5, Montoro 3, Tarabochia 2, De Toledo 2, Olkowski, Żytnikow 5.

Vive Tauron: Sego, Szmal - Jurecki 6, Reichmann 2, Chrapkowski 1, Kus 1, Aguinagalde 1, Jachlewski 1, Strlek 4, Lijewski 3, Jurkiewicz 2, Paczkowski 1, Zorman 5.
Holandia: Kolejny gol Arkadiusza Milika!

W niedzielnym meczu 27. kolejki Eredivisie Ajax Amsterdam zremisował 2:2 z NEC Nijmegen, czym zaprzepaścił szansę na odzyskanie pozycji lidera holenderskiej ekstraklasy. 15. ligowego gola w sezonie strzelił Arkadiusz Milik. W 16. minucie Arkadiusz Milik znalazł się w pozycji strzeleckiej, ale jego uderzenie z 13 metrów golkiper gości zdołał obronić. Polak dopadł jednak do odbitej piłki i efektowną podcinką przerzucił ją nad próbującymi interweniować golkiperem i dwoma obrońcami. To jeden z najładniejszych goli, jakie 22-latek zdobył w tym sezonie Eredivisie.

Ajax długo nie cieszył się z prowadzenia. Już w 19. minucie do wyrównania doprowadził Navarone Foor. Amsterdamczycy odzyskali jednobramkową przewagę tuż po przerwie. Amin Younes wpadł z piłką w pole karne NEC i zagrał przed bramkę do Milika. Polskiego napastnika od podania odciął Rens van Eijden, ale interweniował tak niefortunnie, że wpakował piłkę do swojej siatki. Drużynie Franka de Boera nie udało się jednak sięgnąć po szóste z rzędu ligowe zwycięstwo - na osiem minut przed końcem wynik spotkania na 2:2 ustalił Christian Santos.

Ajax tym samym nie wykorzystał szansy na odzyskanie pozycji lidera Eredivisie. W sobotę PSV Eindhoven tylko zremisował 1:1 z SC Heerenveen, więc zespół Milika mógł zapewnić sobie punkt przewagi nad drużyną Phillipa Cocu, ale po remisie z NEC to PSV nadal ma "oczko" więcej od Ajaksu.

Arkadiusz Milik rozegrał pełne 90 minut, a całe spotkanie z ławki rezerwowych NEC obejrzał Wojciech Golla. 24-letni obrońca do 25. kolejki był podstawowym zawodnikiem beniaminka, ale w dwóch ostatnich meczach nie wystąpił.

Milik ma na koncie już 15. ligowych goli, a jego dorobek w Eredivisie uzupełnia siedem asyst. Licząc wszystkie rozgrywki, Milik zdobył już 18 bramek i zanotował 11 asyst w 35 występach.

Reprezentant Polski zdobył bramkę w czwartym ligowym meczu z rzędu - to seria jakiej w Eredivisie jeszcze nie miał. W spotkaniach z Excelsiorem Rotterdam (3:0) i AZ Alkmaar (4:1) ustrzelił po dublecie, a przed tygodniem zdobył zdobył bramkę w meczu z Willem II Tilburg.

Ajax Amsterdam - NEC Nijmegen 2:2 (1:1)
1:0 - Milik 16'
1:1 - Foor 19'
2:1 - van Eijden (sam.) 51'
2:2 - Santos 82'
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Reklama